niedziela, 28 marca 2010

Niedzielna Marcelinka...anieliczka :)

Powstała w ramach wytchnienia od świątecznej zadymki. Od ciągłego mycia, przekładania, prania, przewiszania itd. Gąskowo, wianuszkowo - jajecznych klimatów też już mam przesyt, więc pomyślałam o czymś innym. Aleee żeby nie było, że jestem a' świąteczna - bo absolutnie tak nie jest! Dałam jej do rączek...gąsinkę, a co - niech ma ;)))) Więc jak coś Marcelinkę mozna podciągnąć pod ozdoby świąteczne ;-b
No podoba mi się, nie będę ukrywać ani ściemniać ;) - bo taka całkiem, całkiem akuratnia wyszła, juz mam w planie kolejną - łazienkową :) To chyba najfajniejszy z anielskich szablonów, bo reszta jakoś do mnie nie przemawiała. Ten jest zdecydowanie w moim klimacie.

Już dawno miałam Was pytać, czy Wy również od swoich mężów przy oględzinach Waszych dzieł - aniołów, króliczków itp. słyszycie pytanie "A dlaczego on nie ma buzi?" albo "Jest super tylko...buzi brakuje" ;) I jak to chłopu przetłumaczyć? Zdecydowanie sa zbyt dosłowni i praktyczni :)
Na marginesie napiszę jeszcze tylko że Marcelinka będzie do przysposobienia. Najpierw wrzucę ją na Fairy Hause, a jak tam nie znajdzie domku to na Allegro.

Poza tym u nas wszystko fajniutko, dzieciaczki uleczone, komputer też. Domek świeży i wysprzątany, na ogrodzie zaczyna tętnić życie - także pięknie jest :)

A teraz przedstawiam moją anieliczkę Marcelinkę :)






Pozdrawiam Was cieplutko i słonecznie. Dziękuję za wszystkie miłe komentarze, baaaardzo dużo one dla mnie znaczą. Buziaczki przesyłam i jak zawsze gorąco dziękuje, że jesteście.

piątek, 26 marca 2010

Bo to taki fajny dzień :)

Ehhh... uśmiecham się dziś od samego rana, bo... bo to taki cudowny dzień :) Nawet nie wiem od czego zacząć, bo każda część tego niesamowitego dnia jest równie ważna.
Na począteczek może to, że dziś wraca mój ukochany mąż ;) My z tych co ciężko funkcjonują bez siebie i każda chwila, dzień oddzielnie to katorga, a taki długi tydzień bez siebie to już totalna katastrofa ;) Miła jest świadomość, że już dziś zaśniemy razem...no ewentualnie z dziećmi, które trzeba będzie przekonać, że u nich w łóżeczkach jest równie fantastycznie i samemu się śpi równie cudownie jak z mamusią ;) Tak, tak przez tydzień była rozpusta :)

Z pewnością u Was również był baaaardzo słoneczny dzień, my calusi spędziliśmy na ogrodzie, grzebiąc się w chwaścikach, grabiąc, sadząc..., w ruch poszły rowerki, piaskownica, ślizgawka - eh i to też jest takie piękne bo tak bardzo za tym tęskniłam. Za kawką w altanie, obiadkiem na świeżym powietrzu...tak, to zdecydowanie namiastka nieba na ziemi.
I w trakcie tych jakże sielankowych czynności nadeszły....wyczekiwane, niesamowite, zapierające dech w piersiach... paczuszki.
Każda bezcenna i wyjątkowa, więc wymienię chronologicznie.
Pierwsze było candy - moje wygrane...brak mi słów aby opisać mój zachwyt nad tym co Kasia stworzyła. Nie znam się na scrabingu, ale dla mnie to prawdziwe dzieło sztuki. Aż żal mi było otwierać bo zapakowane były równie pięknie. Te notesy będą dla mnie niezwykle cenne - to wiem na pewno. A Tobie Kasiu dziękuję z całego serca!!!!




Zachwycające - prawda?


Teraz pod obstrzał idzie kolejna wielka artystka - BOVARY i jej misie...napisze tylko to co przed chwilą napisałam jej w mailu - na zdjęciach misie są urocze i piękne, ale gdy zobaczy się je na żywo...dotknie...PRAWDZIWE CUDOOO!!!!! One tak pięknie się mienią, są solidne, perfekcyjnie wykonane - dla mnie to mistrzostwo świata. Taka trochę mała się przy Was zrobiłam, bo mimo, że zachwalacie moje lalki ja mam wrażenie, że te rzeczy co od Was dostałam to dopiero wyraz prawdziwego talentu :) Do misiaczków Ola dołączyła mi jeszcze przepiękne serduszko na szpileczki własnoręcznie wykonane - kolejne arcydzieło jak dla mnie :) I była też karteczka ...tak milusio było :)


Misiaczki pomagały mi przesadzać stokrotki ;)



Na koniec napiszę tylko, żeby tak sielsko nie było, że pisze już tego posta nie wiem którą godzinę... tracąc co chwilę wątek ;)....mąż zdążył wrócić i był tak kochany,że odstąpił mi laptopa służbowego bo na moim chyba jakaś wirusownia się zadomowiła i nic nie wchodzi, najpierw wyparowało mi gg...teraz to - nie ma bata coś się zagnieździło. Dobrze, że mam "wyjście awaryjne"- mój kompik poszedł na leczenie :)

Pozdrawiam Was cieplutko, muszę szybko kończyć bo ktoś czeka na swoją własność ;)

Dobrej nocki i słonecznego dnia jutro :)

JESZCZE JEDNO!

Zapomniałam o czymś bardzo ważnym! To przez tą zadyme komputerową (czuję presję ;) )

Wczoraj wygrałam candy w "Chałupkowie" !!!!!!! :)))))))) Coś za mną chodziło, że czegoś nie napisałam, że coś za mało tego szczęścia ;)


...mówiłam Wam juz że jestem SZCZĘŚCIARĄ? ;)

Wiem...wiem...teraz już naprawdę koniec :)

Buziaczki

poniedziałek, 22 marca 2010

Czarnoskóra śpioszka po raz drugi ;)

Powstała z miłości do misiaczków szydełkowych, misiaczków przecudownej urody, które tworzy Bovary. Tak sobie wymyśliłyśmy, że się wymienimy, a co :) Bovary poprosiła o śpioszkę podobną do tej, którą można wygrać w candy, bo jakoś nie wierzy w swoje szczęście...hmmm, jeśli się jej jednak uda to będzie miała dwie siostrzyczki. To by było urocze zestawienie :)
Koniec gadaniny zapraszam na prezentację.


Mogłabym tak jeszcze długo... bo oczywiście zdjęć zrobiłam o dużo za dużo ;)
A teraz oto parka która niedługo do mnie trafi :D tadam!!!

Cudowności! Śliczności! Nie mogę się napatrzeć i nie mogę się nacieszyć myślą, że niedługo u mnie zamieszkają:)
***
Na koniec chciałam tylko napisać, że z córcią nadwyraz dobrze. Kompletnie nie gorączkuje, wariuje na całego, z jedzeniem stopniowo lepie,j także jestem dobrej myśli. Zobaczymy co lekarz powie w czwartek. Tylko synek zaczyna pokasływać :/ No ale czego można było się spodziewać...
Mimo wszystko mamy świetne nastroje, za oknem piękna, słoneczna wiosna.
Na koniec namiastka wiosny z mojego ogrodu.

Dziękuję dziewczyny, za wszystkie ciepłe słowa, za wyciągniętą do pocieszenia dłoń - jesteście kochane.
Życzę Wam uśmiechniętej nocy. Nie ważne czy to będzie uśmiech przez sen, do męża, do dziecka czy po prostu do siebie ;)
Przytulam - do następnego...

sobota, 20 marca 2010

Smutki i małe radości...

Dziś nie będzie nic twórczego, bo niestety nie mam na to czasu... :( Będzie troszkę zwykłej codzienności, a w niej niestety nie najlepiej bo córcia mi się rozchorowała. Gorączka...brzydki kaszel - od czwartku, pojechaliśmy dziś do lekarza i diagnoza mnie zdołowała. Pani doktor podejrzewa zapalenie płuc, wczesne stadium, ale szmery po jednej stronie płuc dość znaczące :(
Ehh, próbujemy najpierw antybiotykiem zaradzić, jak nie będzie zmian - zastrzyki, najgorsza wersja to szpital ale takiej wcale nie dopuszczam do myśli. Na to wszystko mój M. wyjeżdża na tydzień, dobrze że przyjadą dziadkowe posiłki...Pocieszam się faktem, że gorączka bardzo spadła, teraz już nawet praktycznie nie ma... - więc myślę sobie, że to może taka diagnoza na wyrost - tak, tej wersji będę się trzymać :)
A teraz dla równowagi troszkę moich małych radości.
Byłyśmy wczoraj z Gosią w szper - markecie...i zakochałam się w pewnych istotkach. To znaczy widziałam już je wcześniej, jednak sklep ten jest otwarty tylko trzy razy w tygodniu do tego krótko i jakoś nie mogłam wcyrklować. Jednak myślałam o nich nieustannie i wcoraj stałam sie ich dumną posiadaczką za naprawdę śmieszne pieniążki.
A oto one:
Laleczki z porcelany....wyjątkowe i śliczne i....duże :) Stojąca ma troszkę ponad 50 cm, siedząca 40 cm :) Wspaniała dbałość o detale-tak, bardzo mi się podobają :)

Nie wiem czy podzielacie mój entuzjazm, ale dla mnie są piękne :)
Dalej...
Kupiłam obie na pchlim materiał na zasłonki do kuchni, bardzo mi się podoba, jeśli go nie schrzanię i efekt końcowy będzie godny uwiecznienia z pewnością się pochwalę :)
Ale jeszcze nie koniec.... :) ...oto co obie kupiłam za całe 1 zł oczywiście w lumpku ;)
Teraz już naprawdę koniec :)
Tym kolorowym akcentem żegnam się z Wami i życzę wyłącznie dużych i ogromnych radości - bez smutków :)

środa, 17 marca 2010

Po prostu MIŚ :)

"Proszę Państwa...oto miś..." mój pierwszy, dzisiejszy, całkiem słodki :)
Informuję Was dziewczyny, że jestem chora, chora na szycie i uzależniona od szycia - musiałam coś dziś wyprodukować bo nie mogłam się skupić na sprzątaniu :) W sumie najgorsze za mną, pozostały okna, którymi przewiduję się zająć piątek - sobota, w te piękne wiosenne dni, o których trąbią w telewizji, że nadejdą - także skoro nadejdą to poczekam ;)
Ale wracając do misia - miś zamieszkał w moich myślach, z chwilą gdy wpadł mi w ręce polarowy kocyk, który kupiłam ostatnio w Ikei (z myślę o wszelkich golfikach lalkowych). Także, nie wiem czy też tak macie, ale nadeszła wizja - więc wizję trzeba wcielić w życie :)
Od Gosi dostałam piękny turkusowy welur, soczysty, intensywny delikatny - uwielbiam ten kolorek.
No i tak to w miarę szybciutko powstał miś - nagi.
Nie wiem czy się nie pogniewa, że zaprezentuję go najpierw bez odzienia, ale to tylko dlatego, że bez ubranka również wygląda uroczo :)


A w przyodzieniu tak:
Tak na marginesie nadmieniając to miś rusza swobodnie nóżkami i rączkami ;)
***
Pozdrawiam Was cieplutko dziewczyny, oraz witam serdecznie wszystkie nowe fantastyczne osóbki, które mnie odwiedziły w ostatnim czasie - bardzo się cieszę, że jesteście.
Zadomawiam się w tym blogowym świecie coraz bardziej. Dzięki Wam moja codzienność - mamy na pełnym etacie, nie jest tak monotonna - duże buziaczki za to :)

poniedziałek, 15 marca 2010

Gąskowo - pastelowo i jak uszyć gąsce dziobek...;)

Hej Dziewczyny,
dziś rano powitała mnie okrutna biel za oknem...a ja tak bardzo, potrzebuję i tęsknie za kolorami, ciepłymi, wiosennymi...na pocieszenie zrobiłam sobie parę gąsek na patyczku - pastelowych i radosnych do pokoiku dzieci ( choć na tą chwilę przesiadują w doniczce :) ). Wiem, temat powszechny - wszędzie pełno ptactwa :)
Ten post będzie bardziej dla dziewczyn rozpoczynających przygodę z szyciem. Pisze do mnie kilka dziewczyn i prosi o różne wskazówki, jeszcze niedawno pamiętam jak sama przeszukiwałam net, żeby znaleźć cokolwiek o szyciu - bo nie miałam o nim bladego pojęcia. One się martwią, że to o co pytają to"oczywiste - oczywistości" i banalne rzeczy, ale żeby coś mogło stać się również dla nas banalne to trzeba tego najpierw spróbować i to poznać. Także doskonale je rozumiem i jak tylko mogę i potrafię staram się pomóc.
Ponieważ dość często poda pytanie "jak d o s z y ć" gąsce dużej czy tam małej dziobek :) - a ciężko opisać mi słowami jak połączyć materiały itd, zrobiłam relację zdjęciową - bardzo roboczą i mało ambitną, ale może choć troszkę ułatwi temat.
1.
W większym kawałku materiału (ciałko gąski) robimy wcięcie na długość materiału z którego będzie zrobiony dziobek






2.
Nakładamy jeden materiał na drugi







3.
i zszywamy







4.
rozprasowujemy szew i składamy materiał na pół







5.
przykładamy szablon gąski tak aby dziobek był idealnie na materiale do tego przeznaczonym a reszta ciałka na drugiej części





6.
ja spinam oba materiały szpilka w miejscu szwu żeby po zszyciu i przełożeniu materiału dziób był równiutki






zszywamy, wywijamy na prawą stronę, wypychamy....z reszta sobie z pewnością poradzicie :)
Kursik jest skierowany docelowo na tą chwilę do jednej osoby / pozdrawiam - M ;) /ale pomyślałam, że może przy okazji skorzysta ktoś jeszcze :)

Na koniec żeby nie było tak technicznie przedstawiam moje kolorowe gąski :)

A tak z innej mańki - to jak tam u Was dziewczyny porządki przedświąteczne? Ja dopiero dziś rozpoczęłam sezon sprzątaniowy :) Do świąt - mam nadzieję, że się wyrobię, przynajmniej z tą najgorszą robotą.
Pozdrawiam Was cieplutko - dziękuję że jesteście, dziękuję że zaglądacie, dziękuję za każde Wasze słowo i znak życia :)
Dobrej nocy :)

sobota, 13 marca 2010

Dzieła zebrane ;)

Witam ciepło w to ponure, szare, mokre (ale na szczęście bezśnieżne! ;) ) popołudnie.
Wpadłam do Was z kawką, żeby przedstawić moje prace z tego tygodnia, ale przede wszystkim żeby PODZIĘKOWAĆ wszystkim, którzy biorą udział w zorganizowanym przeze mnie candy. Jestem szczerze, pozytywnie zaskoczona i oszołomiona, że aż tyle osób bierze już w nim udział :)
Mam jeszcze tylko cichutką nadzieję, że choć cześć z Was zostanie ze mną na dłużej, czego będzie dawało wyraz w komentarzach i nie tylko ;)
***
Co porabiałam w tym tygodniu? Zaopatrywałam się w gęsi i króliki, gdyż w poniedziałek uświadomiłam sobie, że zgodnie z zasadą "szewc bez butów chodzi" nie mam w domku ani jednej malusieńkiej gąsinki, ani jednego malusieńkiego królisia - a święta tuż, tuż :)... została tylko śpioszka, która czeka z niecierpliwością na swojego nowego właściciela :)
Także, teoretycznie z myślą o sobie szyłam gąski i królisie. Pisząc z myślą o sobie, mam na myśli to, że są one iście w moim klimacie, takie wymarzone, wychuchane - w tonacji odpowiadającej tonacji mojego domu. Częć miała byc na wiankach, ale jeszcze się ich niestety nie doczekałam. Także na dziś dzień przedstawię tylko zdjęcia, a w innym poście ewentualnie w aranżacjach świątecznych :) - ...o ile jeszcze będą u mnie mieszkać :D Mąż się śmiał, że jak coś to zawsze mogę wysłać po Świętach ;)...w sumie to zawsze jakaś myśl :)))
Dobra nie ględzę już, oto focie - na pierwszy rzut królisie.
Odsłona 1
Króliczek duży - 40 cm-trowy
Króliczka bliźniacza mniejsza - w standardowym dotychczas rozmiarze moich króliczek ok. 30 cm
A tu obie dziewczyny :)
No, to były moje króliczki - wzbudzają we mnie ciepłe, bardzo pozytywne emocje :)
A teraz gąskowo.
W sumie podobnie, do wcześniejszych, ale tak jak wspominałam docelowo mają mieszkac w mojej kuchni (przynajmniej jedna) więc takie pasują mi najdoskonalej.
Tu również dwie siostrzyczki - duuuuża - ok 40 cm i mniejsza- ok 30 cm.
No i na koniec cała moja gromadka macha Wam ciepło, życząc udanej soboty i niedzieli :)
Dziękuję wszystkim którzy dobrnęli do końca ;) Do zobaczenia ... :)